About
małe ziarenka dobra
składane do słoika
składane do słoika
Accounts
Friends
-
Loading…cynamon about 17 hours ago -
Loading…cholernaniepewnosc about 1 month ago -
Loading…coolkidscantdie about 4 hours ago -
Loading…bemygod about 9 hours ago -
Loading…novocaine about 2 hours ago -
Loading…kissmeonthelips about 7 hours ago -
Loading…katarakta 1 day ago -
Loading…NieOdejdeStad 2 days ago -
Loading…Nat759 about 9 hours ago -
Loading…phenylethylamine 6 minutes ago -
Loading…Sylvka 4 days ago -
Loading…tehnvl 2 days ago -
Loading…maaraw about 10 hours ago -
Loading…charming-ginger about 21 hours ago -
Loading…littlemermaid about 9 hours ago - +35
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Click here to check if anything new just came in.
May 15 2012
Reposted from
orendasophie via
donoteat
Ginta Lapina and Julia Saner backstage at Christian Dior Haute Couture
Reposted from
orendasophie via
donoteat
Reposted from
chocochocolate
“ Sztuka kochania nie do opanowania. ”— Coma
Reposted from
coffeewhiskeycigarettes via
cytaty
“ powiedz otwarcie, że kochasz. ”— taktaktak.
Reposted from
fuckingsleepyhead via
cytaty
“ - Możemy zacząć? - spytał książę, ponownie się zwracając do oszołomionego pastora.— Pamela Britton "Uwiedziona" / wprost wymarzony ślub, uwielbiam ten fragment :D
Mężczyzna zamrugał za szkłami okularów.
- Co zacząć? - zaciekawił się wikary.
- Ceremonię.
Pastor podskoczył, mówiąc:
- Och, ach, oczywiście. Oczywiście.
Elizabeth widziała, jak nabiera głęboko tchu, ściska Biblię, jakby błagał o boską interwencję, a potem zaczyna:
- Drodzy parafianie. Zebraliśmy się dziś przed obliczem Boga...
Wtedy właśnie Elizabeth wpadła w prawdziwą panikę. Ceremonia ślubu się rozpoczęła. Oblubieniec się zjawił. Wydadzą ją za mąż. Za księcia Ravenwood. Dobry Boże.
Nagle pomysł księcia, aby skoczyć z Mostu Westminsterskiego,
przestał wydawać się taki zły. Fatalnym zbiegiem okoliczności wikary doszedł do kwestii: „ jeśli ktokolwiek z was wie o przeszkodzie, która może stanąć na drodze zawarcia przez tych dwoje małżeństwa w obliczu prawa, niech o tym teraz powie", właśnie w tym momencie.
Elizabeth myślała i myślała, i myślała. Uciekać? Zostać? Zemdleć? Stać?
- Fakt, że pan młody jest podejrzewany o morderstwo, chyba nie mógłby zostać uznany za przeszkodę? - spytała w desperacji.
Biedny wikary wybałuszył oczy.
- Elizabeth - zasyczała jej matka. Ktoś jęknął.
- Ja... - wyjąkał wikary - nie sądzę. Oblubieniec musiałby... być uznany za winnego takiej zbrodni, jak mi się zdaje.
- Och - westchnęła panna młoda posępnie. Zerknęła na księcia, spodziewając się po nim wściekłości. On natomiast spojrzał na nią z aprobatą, kiwając głową.
- Szkoda. To był całkiem dobry pomysł. Nie wpadło mi do głowy, żeby zapłacić komuś za to, aby wniósł sprzeciw. - Odwrócił się ponownie do pastora. - Czy teraz jest już na to za późno?
- Na co? - spytał wikary.
- Żeby zapłacić komuś za sprzeciw?
Biedaczysko zaczął się pocić i pot strużkami spływał mu po głowie.
- Powiedziałbym, że tak, jaśnie panie.
- Hmm - mruknął książę. - Szkoda. No cóż, proszę kontynuować.
Pastor otworzył usta ze zdumienia. Dopiero po chwili zamknął je i spojrzał znów na Elizabeth.
- Zgodnie z pańskim życzeniem - powiedział, przenosząc wzrok z jednego na drugie, jakby byli piłką odbijającą się od ścian. - Zatem... - zaczął, mrugając kilkakrotnie oczami przed ponownym spuszczeniem wzroku do modlitewnika - skoro nikt nie zgłasza przeszkód, zapytuję ciebie, Lucienie
Albercie Zavierze St. Aubyn, dwunasty książę Ravenwood, trzynasty hrabio Chalmly, szesnasty baronie Blackwell, czy bierzesz sobie tę oto kobietę za żonę, aby wstąpić z nią w uświęcony prawem Bożym sakrament małżeństwa? Czy przysięgasz, że będziesz ją kochać...
Elizabeth omal nie parsknęła śmiechem.
- Pocieszać ją...
- Nie, jeśli tylko uda mi się temu zapobiec.
- Szanować ją...
Dziewczyna z trudem powstrzymywała chichot.
- Dbać o nią w zdrowiu i chorobie. - Wikary przerwał, jakby spodziewał się kolejnej reakcji Elizabeth, a potem dokończył pospiesznie: - wyrzekając się wszelkich innych, przysięgając wierność tylko jej jednej, dopóki śmierć was nie rozłączy?
Elizabeth czekała. Parafianie czekali. Zapewne Bóg również czekał.
- Tak - odpowiedział Ravenwood.
Ktoś westchnął. Pewnie jej matka. Biedny wikary zwrócił się teraz do niej z oczami pełnymi niepokoju i drżącymi nerwowo wargami.
- Czy ty, Elizabeth Montclair, bierzesz sobie tego oto mężczyznę za męża, aby wstąpić z nim w uświęcony prawem Bożym sakrament małżeństwa?
- Nieeee - rzekła, a przynajmniej to wykrzyczała w głębi duszy, jednak w rzeczywistości powiedziała: - Tak.
- Czy będziesz mu posłuszna...
- Tylko jeśli będzie miał szczęście - odparła cicho.
- I będziesz mu służyć...
- Na to bym nie liczyła - dodała. Pastor zawahał się.
- Ach. Czy przysięgasz, że będziesz... - najwyraźniej się skrzywił. - Będziesz go kochać...
Dziewczyna prychnęła.
- Szanować - dodał wikary - i dbać o niego w zdrowiu i chorobie?
- Nie - oznajmiła Elizabeth.
Wikary omal nie upuścił modlitewnika.
- Nie?
Dziewczyna potrząsnęła głową.
- Nie mogę przysiąc, że dzięki mojej trosce zachowa zdrowie, skoro wszyscy wiedzą, że regularnie próbuje zapić się na śmierć.
Mężczyzna otworzył usta ze zdumienia. Elizabeth czekała z zapartym tchem, kiedy książę wybuchnie. On jednak tego nie zrobił. Znów zerknęła na niego. Ten niegodziwiec oglądał sobie paznokcie.
- Cóż, w takim razie... Czy obiecujesz, że będziesz się starała, moja droga? - spytał wikary.
Elizabeth spojrzała na pastora, świadoma, iż nadeszła ostatnia chwila, by się sprzeciwić.
Czy miała jednak wybór?
- Obiecuję - wykrztusiła.
Wikary zakołysał się na piętach, najwyraźniej rozważając w duchu, czy powinien kontynuować, popatrzył na księcia, a potem najwyraźniej uznał, że powinien.
- Doskonale. Czy obiecujesz także wyrzec się wszystkich innych i być wierną tylko jemu, dopóki śmierć was nie rozłączy?
Elizabeth nic nie odpowiedziała. W kościele zapadła absolutna cisza.
- Przysięgasz, moja droga?
- Zastanawiam się, czy piorun we mnie strzeli, jeśli powiem „tak".
Śmiech zgromadzonych zmieszał się ze wściekłym sykiem matki:
- Elizabeth, ja na pewno się ciebie wyrzeknę, jeśli nie powiesz „tak".
Spojrzała jeszcze raz na księcia. On obrócił się ku niej i uniósł brew, tylko uniósł, jakby chciał powiedzieć, że guzik go obchodzi, co ona zrobi.
Wszelka wola walki opuściła ją. Bóg jeden wie dlaczego, ale w tym momencie dala za wygraną.
Wikary popatrzył na nią, jakby jej głowa pękła i ze środka zaczęły wylatywać gołębie. Ludzie zaczęli szemrać. Elizabeth myślała, myślała i podjęła decyzję. Unosząc podbródek, zanim powiedziała:
- Zgoda, przysięgam.
- Brawo - zawołał ktoś z tyłu. Ktoś inny zaklaskał. Książę odwrócił się ku swej oblubienicy i rzekł z cynicznym błyskiem w oczach:
- Doskonały wybór, moja droga. ”
Reposted from
kissmeonthelips via
donoteat
Reposted from
kissmeonthelips via
donoteat
Reposted from
lostinthisworld via
donoteat
Older posts are this way
If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.













